Znikam, jade na kilka dni odpocząc do domu. Trzeba troszke brzucha pokazac... bo nie długo to zapomną najblizsi jak wyglądam :)
A Wam zostawiam dużo uśmiechu i życzenia spokojnych, rodzinnych i pogodnych (co z tą pogodą???) Świąt - pachnących świeżym! jajkiem. Mokrego poniedziałku Kochani!
czwartek, 2 kwietnia 2015
poniedziałek, 23 marca 2015
I pomyślałam, że to jest magia. Kochać kogoś.
Aaa u Nas sie działo, co by nudno nie było i dziecie za spokojne nie było! Ehhh... Nerwice po matce to raczej odziedziczy ;)
Otóż dzień przed wizytą u mojej lekarki - odebrałam ostatnie wyniki badań. Dostarczyła mi je moja koleżanka żłobkowa, która to z wykształcenia jest położną. Napisała wcześniej smsa, że jak zawsze wyniki są extra. Ale Marysia - Sherlock Holmes - chciała to wiedziec na pewno. Wziełam i czytam, analizuje... I... znalazłam, bo znaleźc chciałam chyba. Wirus. Cytomegalia. Koleżanka, że to nic takiego, ale wysłałam smsa do Niego, żeby sprawdził w necie za czym do domu nie wróce i sama nie bede mogła rzucic okiem. Napisał, że wszystko ok.
Tego dnia miałam po pracy spotkac sie z koleżankami - wiec teoretycznie nie miałam miec okazji sprawdzic co i jak. W planach Mojego S. było, że kiedy wróce ze spotkania - powie, że net dzis nie działa, jakaś awaria. Sam przeczytał i był przerażony!
Ale Marysia miała tego dnia okazje wyjsc pół godziny wcześniej z pracy. Chciałam sie podmalowac, przebrac. I nagle myśl... "aaa sprawdze".
"Trudno mówić o okresie trwania ciąży, w którym cytomegalia nie wywołuje skutków ubocznych stanowiących zagrożenie dla płodu. Lekarze zgadzają się jednak, że najpoważniejsze konsekwencje ma zakażenie, do którego dochodzi w pierwszym trymestrze ciąży. Płód jest wówczas jeszcze słaby, a i organizm nie może koncentrować wszystkich swoich sił na walce z chorobą, cytomegalia w tym okresie zazwyczaj prowadzi zatem do poronienia. Nawet jeśli płód uda się utrzymać wysokie jest ryzyko pojawienia się u niego wad wrodzonych, zwłaszcza tych powiązanych z ośrodkowym układem nerwowym.
W drugim i trzecim trymestrze ciąży konsekwencją zarażenia się cytomegalią przez matkę dziecka może okazać się przedwczesny poród. Ponieważ wirus cytomegalii atakuje przede wszystkim komórki niedojrzałe duże jest również ryzyko wad rozwojowych. Okazuje się przy tym, że niektóre choroby wywołane przez cytomegalowirus mogą ujawnić się już po porodzie dziecka. Wiele noworodków przychodzi na świat z zapaleniem płuc lub poważną żółtaczką, która wymaga leczenia szpitalnego, u dzieci zaatakowanych przez cytomegalowirus obserwuje się przy tym również epilepsję oraz trudności w nauce ujawniające się w późniejszym okresie jego życia."
Zaczełam buczec jakby mnie rozrywali. Od razu sms do mojej lekarki! Ona jest przeciwna czytaniu jakichkolwiek informacji w necie. Oddzwoniła momentalnie (chwała jej za to) i opiórkowała z góry na dół.
- I czego sie Pani tam naczytała?! A doczytała sie Pani, że u Pani wirus jest uśpiony i nie zagraża dziecku?!?! To tak jak z ospą, odrą, różyczką, przeszła Pani jakiś czas temu tą chorobe. Gdyby to stało sie w ciąży to i owszem - mielibyśmy sie czym martwic ale teraz nie!
Jezu, ależ odetchnełam...
Ja za to opiórkowałam Jego. Wiem, chciał dobrze, ale...
Lekarka nastepnego dnia mnie zobaczyła w poczekalni i:
- Ooo przyszła moje beksa :)
Wiec wszystko ok. Wyniki super. Matka zdrowa. Dziecko rośnie prawidłowo. 19 tydzień. Prawie 15 cm, 300 gram żywej, ruchliwej wagi. Wierci sie, skacze, przeciąga, głowe rączkami zakrywa...
- Ooo jak fika, jak sie popisuje, kombinuje tam ta Wasza DZIEWCZYNA jak może...
- A ja nic nie czuje...
- Poczuje Pani, już na dniach... Jakby Pani tam mała rybka pływała.
- A jajka to jej tam już nie wyrosną? :)
- Nie, już raczej nie wyrosną... :)
W drodze powrotnej poczułam! Może nawet czułam wcześniej ale na początku to cieżko byc pewnym. Takie bąbelkowanie, bączki, jakby prądki... Dziś (kilka dni póżniej) czuje już jak co jakis czas zasuwa kopa matce. Fajne uczucie... Dziwne troche. Zaskakujące.
I ona mi tam chyba wcale nie śpi Nygusica!!! Moja mała Wierci-Pieta :)
A oto i ONA:
Otóż dzień przed wizytą u mojej lekarki - odebrałam ostatnie wyniki badań. Dostarczyła mi je moja koleżanka żłobkowa, która to z wykształcenia jest położną. Napisała wcześniej smsa, że jak zawsze wyniki są extra. Ale Marysia - Sherlock Holmes - chciała to wiedziec na pewno. Wziełam i czytam, analizuje... I... znalazłam, bo znaleźc chciałam chyba. Wirus. Cytomegalia. Koleżanka, że to nic takiego, ale wysłałam smsa do Niego, żeby sprawdził w necie za czym do domu nie wróce i sama nie bede mogła rzucic okiem. Napisał, że wszystko ok.
Tego dnia miałam po pracy spotkac sie z koleżankami - wiec teoretycznie nie miałam miec okazji sprawdzic co i jak. W planach Mojego S. było, że kiedy wróce ze spotkania - powie, że net dzis nie działa, jakaś awaria. Sam przeczytał i był przerażony!
Ale Marysia miała tego dnia okazje wyjsc pół godziny wcześniej z pracy. Chciałam sie podmalowac, przebrac. I nagle myśl... "aaa sprawdze".
"Trudno mówić o okresie trwania ciąży, w którym cytomegalia nie wywołuje skutków ubocznych stanowiących zagrożenie dla płodu. Lekarze zgadzają się jednak, że najpoważniejsze konsekwencje ma zakażenie, do którego dochodzi w pierwszym trymestrze ciąży. Płód jest wówczas jeszcze słaby, a i organizm nie może koncentrować wszystkich swoich sił na walce z chorobą, cytomegalia w tym okresie zazwyczaj prowadzi zatem do poronienia. Nawet jeśli płód uda się utrzymać wysokie jest ryzyko pojawienia się u niego wad wrodzonych, zwłaszcza tych powiązanych z ośrodkowym układem nerwowym.
W drugim i trzecim trymestrze ciąży konsekwencją zarażenia się cytomegalią przez matkę dziecka może okazać się przedwczesny poród. Ponieważ wirus cytomegalii atakuje przede wszystkim komórki niedojrzałe duże jest również ryzyko wad rozwojowych. Okazuje się przy tym, że niektóre choroby wywołane przez cytomegalowirus mogą ujawnić się już po porodzie dziecka. Wiele noworodków przychodzi na świat z zapaleniem płuc lub poważną żółtaczką, która wymaga leczenia szpitalnego, u dzieci zaatakowanych przez cytomegalowirus obserwuje się przy tym również epilepsję oraz trudności w nauce ujawniające się w późniejszym okresie jego życia."
Zaczełam buczec jakby mnie rozrywali. Od razu sms do mojej lekarki! Ona jest przeciwna czytaniu jakichkolwiek informacji w necie. Oddzwoniła momentalnie (chwała jej za to) i opiórkowała z góry na dół.
- I czego sie Pani tam naczytała?! A doczytała sie Pani, że u Pani wirus jest uśpiony i nie zagraża dziecku?!?! To tak jak z ospą, odrą, różyczką, przeszła Pani jakiś czas temu tą chorobe. Gdyby to stało sie w ciąży to i owszem - mielibyśmy sie czym martwic ale teraz nie!
Jezu, ależ odetchnełam...
Ja za to opiórkowałam Jego. Wiem, chciał dobrze, ale...
Lekarka nastepnego dnia mnie zobaczyła w poczekalni i:
- Ooo przyszła moje beksa :)
Wiec wszystko ok. Wyniki super. Matka zdrowa. Dziecko rośnie prawidłowo. 19 tydzień. Prawie 15 cm, 300 gram żywej, ruchliwej wagi. Wierci sie, skacze, przeciąga, głowe rączkami zakrywa...
- Ooo jak fika, jak sie popisuje, kombinuje tam ta Wasza DZIEWCZYNA jak może...
- A ja nic nie czuje...
- Poczuje Pani, już na dniach... Jakby Pani tam mała rybka pływała.
- A jajka to jej tam już nie wyrosną? :)
- Nie, już raczej nie wyrosną... :)
W drodze powrotnej poczułam! Może nawet czułam wcześniej ale na początku to cieżko byc pewnym. Takie bąbelkowanie, bączki, jakby prądki... Dziś (kilka dni póżniej) czuje już jak co jakis czas zasuwa kopa matce. Fajne uczucie... Dziwne troche. Zaskakujące.
I ona mi tam chyba wcale nie śpi Nygusica!!! Moja mała Wierci-Pieta :)
A oto i ONA:
środa, 11 marca 2015
Kobieta jest piękna, kiedy czuje się szczęśliwa...
"A ja rosne i rosne, latem, zimą, na wiosne - i niedługo przerosne mame, tate i sosne ;)"
Nie, na szczescie tak źle nie jest... :) Pewnie każda kobieta przeżywa, żeby strasznie w ciąży sie nie styc bo i po co? Na zdrowie to raczej nie wyjdzie... Ja nigdy kruszynką nie byłam wiec i obawiałam sie co też to bedzie. Na razie jest super! Brzuch całkiem spory jak na 17 tydzień (chyba) ale w szynki mi chyba nie idzie. Przynajmniej waga tego nie wskazuje... I oby tak dalej!
Poza tym znów siedziałam trzy dni na zwolnieniu. Dzieciaki w żłobku podziebione, sprzedały ciotce jakieś wirusisko... Jutro juz wracam do pracy. Aleeee tylko na jakieś 2 tygodnie. I koniec, laba, odpoczynek... Ciekawe jak bardzo bede sie nudziła? ;) Chyba wszystkie seriale obejrze wzdłóż i wszerz ;) No i na bloga cześciej zajrze ;)
Przyszedł taki czas, o którym wspominała moja Pani dr. Otóż brzuch rośnie, ale skończyły sie jakieś niefajne dolegliwości (ja i tak nie mogłam na nie jakoś bardzo narzekac!) a dziecko nie dało o sobie jeszcze znac kopniakami - wiec tak jakbym nie była w ciąży! W sumie wszystko moge, fizycznie bardzo dobrze sie czuje a kopasów nie czuc - wiec ciąża to czy mi sie zdaje? ;)
18go marca mamy wizyte, wiec mam wielką nadzieje, że Pani dr potwierdzi płec, bo babcia Ania (czytajcie: moja mama) szaleje. Nakupowała kocyków, bucików, kaftaników, spodenek, bluzeczek w baloniki - a wszystko jakby nie patrzec jednak na dziewczynke!
Już bym mogła poczuc to swoje dziecie... Oj mogłabym!
Nie, na szczescie tak źle nie jest... :) Pewnie każda kobieta przeżywa, żeby strasznie w ciąży sie nie styc bo i po co? Na zdrowie to raczej nie wyjdzie... Ja nigdy kruszynką nie byłam wiec i obawiałam sie co też to bedzie. Na razie jest super! Brzuch całkiem spory jak na 17 tydzień (chyba) ale w szynki mi chyba nie idzie. Przynajmniej waga tego nie wskazuje... I oby tak dalej!
Poza tym znów siedziałam trzy dni na zwolnieniu. Dzieciaki w żłobku podziebione, sprzedały ciotce jakieś wirusisko... Jutro juz wracam do pracy. Aleeee tylko na jakieś 2 tygodnie. I koniec, laba, odpoczynek... Ciekawe jak bardzo bede sie nudziła? ;) Chyba wszystkie seriale obejrze wzdłóż i wszerz ;) No i na bloga cześciej zajrze ;)
Przyszedł taki czas, o którym wspominała moja Pani dr. Otóż brzuch rośnie, ale skończyły sie jakieś niefajne dolegliwości (ja i tak nie mogłam na nie jakoś bardzo narzekac!) a dziecko nie dało o sobie jeszcze znac kopniakami - wiec tak jakbym nie była w ciąży! W sumie wszystko moge, fizycznie bardzo dobrze sie czuje a kopasów nie czuc - wiec ciąża to czy mi sie zdaje? ;)
18go marca mamy wizyte, wiec mam wielką nadzieje, że Pani dr potwierdzi płec, bo babcia Ania (czytajcie: moja mama) szaleje. Nakupowała kocyków, bucików, kaftaników, spodenek, bluzeczek w baloniki - a wszystko jakby nie patrzec jednak na dziewczynke!
Już bym mogła poczuc to swoje dziecie... Oj mogłabym!
Zdjecie znalezione w necie ;)
sobota, 21 lutego 2015
Jeszcze Cię nie znam, a już Cię kocham...
Troche mnie nie było, ale zjawiam sie by zameldowac, że w dwupaku wszystko z Nami dobrze :) Odpukac - czuje sie świetnie i chyba nawet lepiej niż kiedy nie byłam w ciąży. I ponoc tak ogólnie mi służy :) Brzuchol już całkiem duży (jak na 15 tydzień), jest sie po czym pogłaskac i pochwalic... Po pierwszym usg, kiedy zobaczyliśmy serduszko - oczywiście było wiele emocji, ale tak na prawde w ciąży poczułam sie kiedy zobaczyłam jak bobas podczas kolejnego usg tańczy taniec brzucha. Mega widok i uczucie!
Potem zostałam wysłana na usg 3d aby wykluczyc wady płodu. Dobrze, że On był ze mną. Lekarka przestraszyła Nas, że dziecko ma za dużą przeziernośc karku, dodała sobie jeszcze cukrzyce i przewlekłe nadciśnienie - KTÓRYCH NIE MAM!!! (ale pogarszało to ogólne wyniki) - postraszyła zespołem Downa i wysłała na test Pappa. Przeżyliśmy chwile grozy. Na prawde zastanawiam sie jak można miec czyste sumienie... Przeziernosc karku nie przekraczała granicy normy, nie mam cukrzycy, nie mam nadciśnienia, wrecz przeciwnie - mam bardzo dobre wyniki badań - a ona - wielka Pani dr żeby tylko zarobic robi ludziom wode z mózgu! I daliśmy sie nabrac. Zrobiliśmy ten test! Żałowałam już nastepnego dnia, ale działałam w emocjach. Było, mineło, wyniki oczywiscie są ok...
Tylko szkoda, że popsuła Nam chwile gdy dowiedzieliśmy sie, że ma byc córka. Upragniona przecież przeze mnie... :)) Jeszcze słysze, żebym sie tak nie cieszyła, bo może byc różnie, ale ja wiem swoje... :)
Imie też już raczej wybrane. Dla chłopca miało byc Aleksander, a dla dziewczynki... aaaa nie zdradze jeszcze :)
Pozdrawiamy - ja i moja mała dziewczynka! :)
Achhh i nie moge doczekac sie wiosny!
PS. Mam już 30 lat na karku ale w sumie całkiem dobrze mi z tym :)
Potem zostałam wysłana na usg 3d aby wykluczyc wady płodu. Dobrze, że On był ze mną. Lekarka przestraszyła Nas, że dziecko ma za dużą przeziernośc karku, dodała sobie jeszcze cukrzyce i przewlekłe nadciśnienie - KTÓRYCH NIE MAM!!! (ale pogarszało to ogólne wyniki) - postraszyła zespołem Downa i wysłała na test Pappa. Przeżyliśmy chwile grozy. Na prawde zastanawiam sie jak można miec czyste sumienie... Przeziernosc karku nie przekraczała granicy normy, nie mam cukrzycy, nie mam nadciśnienia, wrecz przeciwnie - mam bardzo dobre wyniki badań - a ona - wielka Pani dr żeby tylko zarobic robi ludziom wode z mózgu! I daliśmy sie nabrac. Zrobiliśmy ten test! Żałowałam już nastepnego dnia, ale działałam w emocjach. Było, mineło, wyniki oczywiscie są ok...
Tylko szkoda, że popsuła Nam chwile gdy dowiedzieliśmy sie, że ma byc córka. Upragniona przecież przeze mnie... :)) Jeszcze słysze, żebym sie tak nie cieszyła, bo może byc różnie, ale ja wiem swoje... :)
Imie też już raczej wybrane. Dla chłopca miało byc Aleksander, a dla dziewczynki... aaaa nie zdradze jeszcze :)
Pozdrawiamy - ja i moja mała dziewczynka! :)
Achhh i nie moge doczekac sie wiosny!
PS. Mam już 30 lat na karku ale w sumie całkiem dobrze mi z tym :)
sobota, 10 stycznia 2015
Kiedy czegoś gorąco pragniesz, cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu...
10 tydzień sie zaczął a ja jakoś takoś spokojnie podchodze i bez emocji. Ciesze sie, nie zrozumcie mnie źle, ale to chyba jest dziwny czas dla kobiety. Nie które z Was może zgadzą sie ze mną?
Zawsze tego chciałam, moje koleżanki nieomal z lalkami barbi jeszcze spały (na studiach) jak ja już chciałam, już wiedziałam, że tego właśnie w życiu chce. A jakoś sie nie składało. Nie ten facet, wyjazd do Anglii, brak pracy lub praca na czarno... I nagle hasło - to ten czas i... udało sie od razu! OD RAZU - dosłownie ;) A ja w szoku! Jeszcze tydzień przed mówiłam, że my to na pewno długo bedziemy musieli sie starac, że przecież leczyłam sie hormonalnie, że jak ktoś tak chce to nie wyjdzie i koniec! Tak sie nastawiłam na NIE, że sie udało :) Polecam! :) Nawet jak okres sie spóźniał ja dalej mówiłam, że to dlatego, że za dużo myśle.
Pochorowałam sie, zatoki. Rano przed pójściem do lekarza zrobiłam test żeby móc w spokoju przyjmowac leki. Test zrobiłam i od razu odłożyłam! Bo ja to tam najmądrzejsza jestem i nie musze czytac instrukcji! Poszłam do lekarza, zwolnienie i leki dostałam, przyjełam... Nastepnego dnia chciałam ten test wyrzucic, co by w szafce nie leżał bez sensu. Ja do niego a tam bledziutka kreska... Oczy miałam dwa razy takie jak zazwyczaj. Pobiegłam po drugi test z zestawu. Zrobiłam i od razu pokazała sie czerwona krecha. Już bez wątpienia! Zadzwoniłam do siostry, zaczeła buczec na środku biedronki ;))
Drugi w kolejce był oczywiście tatuś :)
A potem przyszły iracjonalne myśli - czy sobie poradze, czy bede dobrą matką, czy finansowo damy rade, jak to bedzie, że to rewolucja totalna, oby dzidzia była zdrowa i takie inne pierdamonty. I ponoc to normalne! Hormony! Ufff...
U lekarza zobaczyłam serduszko i TO BYŁO przeżycie!
A poza tym niemal cały dzień mi nie dobrze ;) Przeszkadzają mi bardzo dziwne zapachy. Bo nie pan który w autobusie nie ładnie pachnie - ale odrzuca mnie zapach obiadu na przykład lub kawy. Bywam senna ale staram sie nie przesadzac bo potem łepetyna mi peka. Idzie to wszystko zniesc. Odpukac, dobrze sie czuje a nudności (i sennosc?) pewnie szybko miną.
PS. Już standardem jest, że zapominam o swej rocznicy blogowania... A wiec 9 lat... Blogową staruszką nieomal jestem wiec i pamiec nie ta :))
Zawsze tego chciałam, moje koleżanki nieomal z lalkami barbi jeszcze spały (na studiach) jak ja już chciałam, już wiedziałam, że tego właśnie w życiu chce. A jakoś sie nie składało. Nie ten facet, wyjazd do Anglii, brak pracy lub praca na czarno... I nagle hasło - to ten czas i... udało sie od razu! OD RAZU - dosłownie ;) A ja w szoku! Jeszcze tydzień przed mówiłam, że my to na pewno długo bedziemy musieli sie starac, że przecież leczyłam sie hormonalnie, że jak ktoś tak chce to nie wyjdzie i koniec! Tak sie nastawiłam na NIE, że sie udało :) Polecam! :) Nawet jak okres sie spóźniał ja dalej mówiłam, że to dlatego, że za dużo myśle.
Pochorowałam sie, zatoki. Rano przed pójściem do lekarza zrobiłam test żeby móc w spokoju przyjmowac leki. Test zrobiłam i od razu odłożyłam! Bo ja to tam najmądrzejsza jestem i nie musze czytac instrukcji! Poszłam do lekarza, zwolnienie i leki dostałam, przyjełam... Nastepnego dnia chciałam ten test wyrzucic, co by w szafce nie leżał bez sensu. Ja do niego a tam bledziutka kreska... Oczy miałam dwa razy takie jak zazwyczaj. Pobiegłam po drugi test z zestawu. Zrobiłam i od razu pokazała sie czerwona krecha. Już bez wątpienia! Zadzwoniłam do siostry, zaczeła buczec na środku biedronki ;))
Drugi w kolejce był oczywiście tatuś :)
A potem przyszły iracjonalne myśli - czy sobie poradze, czy bede dobrą matką, czy finansowo damy rade, jak to bedzie, że to rewolucja totalna, oby dzidzia była zdrowa i takie inne pierdamonty. I ponoc to normalne! Hormony! Ufff...
U lekarza zobaczyłam serduszko i TO BYŁO przeżycie!
A poza tym niemal cały dzień mi nie dobrze ;) Przeszkadzają mi bardzo dziwne zapachy. Bo nie pan który w autobusie nie ładnie pachnie - ale odrzuca mnie zapach obiadu na przykład lub kawy. Bywam senna ale staram sie nie przesadzac bo potem łepetyna mi peka. Idzie to wszystko zniesc. Odpukac, dobrze sie czuje a nudności (i sennosc?) pewnie szybko miną.
PS. Już standardem jest, że zapominam o swej rocznicy blogowania... A wiec 9 lat... Blogową staruszką nieomal jestem wiec i pamiec nie ta :))
czwartek, 1 stycznia 2015
Całe życie może się zmienić w ciągu jednego stuknięcia serca...
Co za ROK! Przełomowy! Chyba żaden dotychczas nie owocował w tyle wydarzeń - dobrych i tych złych...
- Zmieniłam prace. I to mnie dowartościowało.
- Zmarł mój Ojciec, jest to dalej dla mnie niewiarygodne i jakoś cieżko sie pogodzic...
- Doczekałam sie dwóch kresek na teście...
Wiec niech ten 2015 bedzie dla Nas dobry, zdrowy, zaskakujący, pełen wrażeń i uśmiechu!
PS. Ja kaca po piccolo nie mam, a Wy? :)
PS 2. Zaczeło sie książkowo - 8 tydzień, paw tu, paw tam... ;))))
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






