środa, 3 grudnia 2014

Zakichany dzień ;)

    Długo sie trzymałam, i nie straszne mi były gile, wirusy, śliny (wydobywające sie z dziecinych paszczęk), i inne wydzieliny - aplikowane mi przez moje żłobowe małe skrzaty.
    Chorowały dwie opiekunki, ja zaiwaniałam wtedy za nie. Teraz ja ODPOCZYWAM ;) Tak bede leżec! ;) Niech inni za mnie pracują :)
    Zapalenie zatok, ale idzie wytrzymac, głowa nie boli jak oszalała, tylko chusteczki co i rusz sie kończą...
    Seriale już chyba wszystkie obejrzane, książki przeczytane, czas brac sie za gazety...

                                           L - E - N - I - U - C - H - U - J - E    Kochani :)
    Do piątku, bo w piątek Mikołajki i nie może mnie ten dzień ominąc. Ale po piątku (wiadomo) znów laba... :)

niedziela, 16 listopada 2014

Cacany obrazek :)

    Co za pokaz! Panowie i nie wątpie, że Panie również nie mogą oczu oderwac. Która z Nas nie chciałaby tak wygladac? No która? Nogi do samej podłogi, boskie ciała, cudna bielizna, jedna piekniejsza od drugiej... Panom pewnie ślina kapie na klawiature... ;)
    Ulubiony moment? Zaskoczenie modelki po całusie - pokazane w zwolnionym tepie... Ale aż tak chyba nie powinna byc zaskoczona. Wtedy to z Adamem byli parą... 

    A tu moja ich ukochana fota. Hottttt...
   Teraz Adam Levine (który jak dla mnie coś w sobie ma) posiada już żone, INNĄ ;) Też aniołka Victorias Secret, ale co tam ;)
    Aaa sie pochwale jeszcze na koniec. W minionym tygodniu wygrałam książke i 40 zł w zdrapce Maxi Cash :) Jednego dnia! Książka ukochanej autorki wiec podwójna radosc... 

Mój Ci On sie wkurza, że zawsze jak kupuje jakąs zdrapke to coś tam wygrywam, jak On to nic. Mówie, że On ma szczescie w miłości, ja juz nie koniecznie haha...!
    Po kilku postach bardzo serio przyszedł czas na post o niczym ;) I dobrze mi z tym...

sobota, 8 listopada 2014

Czasem "słońce", czasem "deszcz" ;)

    Minął bardzo cieżki tydzień w naszym żłobie. Jedna opiekunka sie rozchorowała i zostałyśmy dwie na placu boju na jakieś trzynaścioro rozbieganych, krzyczących maluchów.
Tak samo jak ta praca jest pocieszna i satysfakcjonująca - tak samo cieżka i niesamowicie mecząca. Zdażają sie dni - kiedy wszystko jakoś idzie, dzieci mają humory i słuchają - a są takie jak cały miniony tydzień - gdzie i pogoda do bani i dzieci chodzące swoimi drogami (co i tak mało powiedziane).
Najgorszy jest chyba hałas. Gdy dzieci płaczą lub po prostu krzyczą. Dla nich to jest rodzaj ekspresji i zwyczajna beztroska - dla Nas - kiedy ten hałas sie na siebie nakłada - katastrofa. Głowa może nie wygląda - ale rośnie do poteżnych rozmiarów i czasem mam wrażenie, że jak pizgnie to bede zbierała kawałki po całej sali ;)
Po drugie - odpowiedzialnosc. Niby to wiesz, niby to przecież jasne, ale dopiero kiedy coś sie dzieje - rozumiesz jak wielką masz odpowiedzialnosc na własnych ramionach. Tak sie stało gdy jedno z dzieci wpadło Nam w bezdech. Mama niepoinformowała Nas o tym, że czasem tak sie dzieje. Dziecko zaczeło płakac ale nie wydobywał sie żaden dżwiek, wreszcie zsiniało do koloru śliwki, oczy zrobiły sie trzy razy takie a wziety na rece - stracił przytomnosc. Zaraz ją odzyskał, ale co przeżyłysmy to nasze! Dopiero po tym zdarzeniu - rodzice potraktowali to poważniej i robią badania. Utrata przytomności może powodowac niedotlenienie mózgu a to może prowadzic do ... itd itd...
    Wiec bywa różowo ale i tak, że oddychamy z trudem i nie ma kiedy isc zrobic siusiu ;)
    I po takim tygodniu Mój Ci On obwieszcza, że zgodził sie, żebyśmy popilnowali dzis siostry synka. A może by tak wcześniej zapytac mnie o zdanie? Wściekłam sie, szczerze. Wytłumaczyłam mu, że to tak jakbym mu kazała w weekend robic to co robi w pracy przez cały meczący tydzień. JESTEM PO PROSTU ZMECZONA, to tak trudno zrozumiec?
    W każdym razie dwuletni Franio i tak do Nas zawitał. Bawiliśmy sie wspólnie a teraz Panowie odsypiają - bo tak sie strasznie zmeczyli obaj! ;) A ja odpoczywam...

sobota, 1 listopada 2014

Nic dwa razy...

Nic dwa razy

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.


Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.


Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?


Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.


Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.


Wisława Szymborska

sobota, 4 października 2014

Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko, na paluszkach...

       Wahałam sie i nadal sie waham czy pisac. Ale chociaż teoretycznie - to właśnie tu jestem anonimowa, moge wylac swoje żale, wypłakac sie za pomocą słów, wyrzygac (przepraszam!) te wszystkie emocje! Te kilka osób, które przeczytają a znają mnie osobiście - nie powinny miec chyba z tym problemu.
     Nie radze sobie. Ten czas ostatnio był okropny. W tak krótkim czasie tak wiele sie stało... Tak jak wspominałam - nie miałam możliwosci przejsc tego czasu tak jak powinnam.
    Ostatnio zblizyliśmy sie do siebie, jakby zainteresował sie co u mnie, czesto dzwonił, pytał jak w nowej pracy, chciał dac mi pieniadze na kurs, który musiałam zrobic by zacząc tą prace. A mija dwa miesiace i nie ma juz Go...
Żle sie czuł, nakrzyczałam na niego, że leczenie ziółkami to chyba jakas kpina. Jak nie On - zgodził sie ze mną i nastepnego dnia poszedł do lekarza. Choc pewnie nawet gdyby trafił tam wcześniej nic by to nie zmieniło. Wiek, chore serce, cukrzyca...
Położyli Go do szpitala i zrobili serie badań. Wyniki miały byc za dwa tygodnie. Zadzwonił do mnie, że podejrzewają raka. Jechałam autobusem i tak strasznie płakałam. Ale wytłumaczyłam sobie, że to dopiero przypuszczenie, że może sie mylą. Jakis splot przedziwnych zdazen sprawił, że o wynikach wiedziała moja siostra, bo jej powiedział, mnie dalej mówił, że czeka. Nie wiem, nie rozumiem, czy nie chciał mi mówic, czy chciał mnie chronic? Siostra myślała, że wiem, dzwoniłyśmy do siebie codziennie. Nie padły te słowa bo ona wiedziała, że codzien do Niego dzwonie i była pewna, że WIEM. A ja jeszcze ponad tydzien "czekałam na wyniki". I znów zadzwoniłam, ledwie mogłam sie z Nim dogadac, mówił tak jakby nie miał siły, głos zmieniony, jakby wysiłkiem było każde słowo. Dalej twierdził, że wyniki za dwa dni. Poprosiłam, żeby podał mi do telefonu mojego przyrodniego brata. I to on powiedział, że już od kilku dni wiadomo, że to rak żołądka i lekarze już nic nie bedą z tym robic... Usłyszałam, że powinnam przyjechac bo jest juz bardzo źle i żebym sie nie przestraszyła Jego wyglądem. Pojechałyśmy nastepnego dnia z siostrą. Nie da sie opisac tego co zobaczyłyśmy... Nie da...
To była sobota, w nastepny wtorek zmarł. Spokojnie, we śnie, jeszcze bez bólu...
A później był pogrzeb. I to obecna żona wraz z dziecmi siedziała za trumną. O Nas nikt nie wspominał. Z kondolencjami doszło do Nas może 5 osób... Osoby te kojarzyły Nas z Jego poprzedniego życia.
W takiej chwili gdy umiera - jakby niepatrzec najbliższa Ci osoba - Twój ojciec - a Ty jakby nieistniejesz dla ludzi, którzy przyszli Go pożegnac. To tak strasznie boli...!!!
    I teraz już nic nie da sie zmienic, nie da sie wrócic do pewnych spraw, rozmów...
    Tkwie w środku rozmowy, która nagle sie urwała...

:(

 Piosenka prawie idealna...

niedziela, 28 września 2014

A życie płynie dalej...

    Cieżko napisac coś po tak długiej przerwie. Wszystko takie banalne, o niczym sie wydaje...
    Nie przepłakałam, nie przeszłam żałoby wtedy, kiedy powinnam - trzeba było pracowac, trzymac sie - i teraz łapie mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Wyje i nie moge sie uspokoic. Ale to akurat dobrze, łzy są potrzebne...
    Pracuje w moim "żłobie" - jak to miejsce pieszczotliwie nazywamy. Zżywam sie z tymi naszymi ananaskami, mam już jakieś sukcesy wychowawcze na koncie. Serce mi rośnie jak dzieciaki w mig łapią różne rzeczy, jak nam ufają, przychodzą z radością... :)
Z jedną koleżanką opiekunką nie sposób sie porozumiec, z drugą naszczeście mam rewelacyjny kontakt.
Wszystko kreci sie ostatnio wokół żłoba, gadam ponoc tylko o tym, śpiewam pod nosem piosenki dla dzieci, śnie o moich łobuzach... Fajno tam u Nas... :)